niedziela, 8 lutego 2015

Sprawa Ukrainy


Towarzysze z Komisji Europejskiej zaproponowali nowy makrofinansowy program pomocy dla Ukrainy o wartości 1,8 miliarda euro. Towarzysze z Brukseli chcą znacząco poprawić równowagę płatniczą Ukrainy a także jej sytuację budżetową. 1,8 miliarda euro (!!!). Niezła sumka za którą można kupić wiele. Na przykład mglistą obietnicę, że dzięki niej się coś na Ukrainie poprawi. Marzenia ściętej głowy, albo celowy zamysł. Sądzę, że celowy zamysł, którego celem jest zadłużenie Ukrainy i ciągnięcie z niej pożytków.

Bo w jaki sposób można poprawić "równowagę płatniczą i sytuację budżetową" państwa zadłużając je na kolejne 1,8 miliarda euro? Sytuacja budżetowa się oczywiście pogorszy, bo dojdą odsetki od zaciągniętych długów, a przy tym biurokracji zostaną stworzone możliwości przywłaszczania potwornych sum- płynących z „pomocy” Komisji Europejskiej. Oligarchowie będą się bogacić. Co prawda przyznanie Ukrainie "pomocy" będzie uzależnione od wdrażania przez ten kraj koniecznych „reform”.

Jeśli "reformy" mają być robione na modłę "europejską" - to znaczy, że będzie więcej biurokracji- charakterystycznej dla całej Europy. Bo cóż warty jest socjalizm bez biurokracji? To tak jak niebo bez gwiazd. Socjaliści europejscy chcą wziąć Ukrainę biurokracją i kredytami. Żeby Ukraina stała się takim samym państwem jak inne - zadłużone. Bo zadłużone państwo, czyli zadłużeni "obywatele" - to dla organizatorów tego zadłużenia - jak znalazł. Bo wpędzanie państw w długi to specjalność międzynarodowych instytucji, które z tego zadłużania żyją. I to jak!

Do Moskwy wybrała się dwójka europejska, pani Angela Merkel i pan Francois Hollande. Po tym składzie osobistości widać kto Unią rządzi - Niemcy z Francją. Bo przecież nie pojechał do Moskwy szef Komisji Europejskiej, czy szef Rady Europejskiej - pan Donald Tusk. Reszta państw się w Unii nie liczy - nie licząc płaconych składek. Widać wyraźnie, że projekt niemiecki obliczony jest na interes niemiecki, a nie interes Unii Europejskiej. Polskę nikt o nic nie pytał - tak jak podczas spotkania w Berlinie na temat Ukrainy. Polska w ogóle się nie liczy w Unii Europejskiej - nie prowadzi własnej polityki zagranicznej.

Ciekawe było to spotkanie, bo spotkanie pana Putina z dwójką europejską trwało 5 godzin za zamkniętymi drzwiami, a dziennikarze po godzinie rozmów zostali wpuszczeni tylko na trzydzieści sekund (???). Jak oni zdążyli wejść i wyjść w ciągu trzydziestu sekund? Spotkanie było konstruktywne (!!!). Może i było konstruktywne, ale o czym rozmawiano na tak wysokich szczeblach? Wycofanie tego czy tamtego to bajki dla dzieci. Rozmawiano pewnie o sprawach poważnych, którymi nie zajmują się u nas merdia głównego nurtu.

Pakt Ribbentrop - Mołotow w sprawie Polski został podpisany 23 sierpnia 1939 roku. Był tajny i nikt nie wiedział o jego tajnym załączniku, dotyczącym podziału Polski. Stawiam tezę: w Moskwie podpisano pakt Robbentrop - Mołotow w sprawie Ukrainy. Ukraina zostanie podzielona: Wschodnia część trafi pod wpływy Federacji Rosyjskiej, a Zachodnia - do Unii Europejskiej, czyli pod wpływy niemieckie. Tak mi to wygląda, i tak będzie. No bo dlaczego nie wpuszczono dziennikarzy na cały czas prowadzonych rozmów?

Przed wylotem do Moskwy pani Angela Merkel powiedziała, że nigdy nie będzie rozmawiała o kwestii terytorialnej integralności obcego kraju ponad głową przywódcy tego kraju (???). Ale spotkała się przed Moskwą z panem prezydentem Poroszenką. O czym rozmawiali i co ustalali? 

Wkrótce się przekonamy.

Rozbiór Ukrainy został – moim zdaniem - dokonany...